W końcu zagłębiając się w las usłyszałam specyficzny świst. Więc czujnie zaczęłam się skradać. Starałam się iść najdelikatniej kiedy można, byle nie spłoszyć świstaków. Tudzież rzeczywiście też podchodząc coraz to bliżej wyciągnęłam kamera po to ażeby być przygotowanym na zrobienie zdjęcia. Rzeczywiście też w dość dziwnej ekwilibrystycznej pozie ujrzałam rodzinę świstaków, która słodko odpoczywa w cieniu gęstwiny drzew. Duet małe oraz duet duże. Wspaniałe, dorodne zaś śliczne. Wiedziałam, że to zdjęcie musi wyjść. W gruncie rzeczy też było. Wyszły mi cudowne zdjęcia. Fotograf zakopane w drodze aż do schroniska cały okres wyciągałam kamera oraz patrzyłam na moją rodzinkę, która miała mi wkrótce przynieść powodzenie. Zachwycona tudzież wybitnie zadowolona poszłam do zakładu „Fotograf Zakopane”- w końcu dzięki wizycie w ową stronę mam zdjęcie życia. Niestety pana, który mi pomógł nie było. Przeto też trochę niepocieszona musiałam wrócić do domu.